niedziela, 19 lutego 2017

30. Projekt 323

"Nie mam palców
Spaliły się od zbyt wielu wycieczek w głąb pieca
Nie potrafię znaleźć żadnych paznokci
Zjadłem je, bo byłem głodny jak diabli
Nie potrafię czytać, nie potrafię oczyścić myśli
Więc jestem tu i muszę dostać się do tamtego życia
Myślę, że zamierzam zbudować ogrodzenie
Aby utrzymać w środku swoje zmysły
Zmysł smaku
Zmysł węchu
Zmysł siedzenia tutaj i czucia jak diabli
Aby poczuć się jak w piekle"
_________________
Blind Melon - Hell



Elspeth Pollard naprawdę zasługiwała na miano najbardziej irytującej kobiety w ministerstwie. Miała dwadzieścia pięć lat, puszące się włosy w kolorze wyblakłego brązu i była chuda jak szkielet. Ubierała się nienajgorzej, ale należała do tych wiecznie przygarbionych sierot, na których nawet suknia balowa wyglądała jak znoszona podomka, a elegancki żakiet jak powyciągany sweter.
Jej wygląd w ogóle nie odzwierciedlał ekscentryczny charakter. Najbardziej wkurzające było jej męczące i bezustanne gadulstwo. Jadaczka jej się nie zamykała. Draco pomyślał z przekąsem, że gdy umrze, to trzeba będzie dobić jej gębę oddzielnie.
Niestety ta kobieta była na razie jego jedyną szansą na uzyskanie jakichkolwiek informacji o Laboratorium X. Pracowała bowiem w dziale archiwalnym. Merlin tylko wiedział na podstawie jakich kryteriów zatrudniono tę gościówę. Może była jakąś krewną Umbridge? Nieważne! Liczyło się tylko to, że miała do niego słabość. Inaczej nie zaprosiłby ją do tej ekskluzywnej restauracji na randkę.
Miał tylko nadzieję, że nie będzie musiał zrobić więcej niż zechce. Na razie ograniczył się tylko do kilku olśniewających uśmiechów, parę wyssanych z palca komplementów i pocałunku w policzek. Miał nadzieję, że to poświęcenie nie będzie na darmo. Niestety Elspeth rzadko dawała mu dojść do słowa. Była tak rozgadana, że nie ruszyła praktycznie wcale swojego jedzenia. Ale może i lepiej jak się wygada. Niech się zmęczy.
– Masz naprawdę interesującą rodzinę – przerwał szybko jej monolog o babci Brygidzie w momencie, gdy Elspeth zaczerpnęła oddech – ale co powiesz o pracy?  Musi być pewne męczące siedzieć w tych zimnych podziemiach całymi dniami.
– Tak – potwierdziła z charakterystyczną śpiewną intonacją, która zaczęła go okropnie irytować. – Ostatnio się nawet strasznie przeziębiłam. Ciocia Margie przygotowała dla mnie specjalny eliksir domowej receptury. Mówię ci smakował przebrzydle, ale był bardzo skuteczny.
Potem zaczęła wyliczać, co dokładnie wchodziło w skład tego rzekomo cudownego lekarstwa. Była tak głośnia, że ludzie w sąsiednich stolikach zaczęli dyskretnie w ich stronę zerkać. Draco zacisnął dłoń za widelcu. Czuł, że cierpliwość wisiała u niego na włosku. Jego twarz przypominała kamienną maskę, więc nie wiedziała, jak bliski był zalepienia jej jęzora zaklęciem. A już myślał, że nie spotka gorszej kobiety od Granger. Ale może nie powinien porównać głupiej gaduły do skomplikowanej socjopatki. W zestawie patologicznych kobiet były dwiema różnymi skrajnościami.
Zbierając rozproszone myśli, uświadomił sobie, że powinien się bardziej skupić na swojej rozmówczyni i niespodziewanie uderzyło go przeświadczenie, że Snape wiedziałby, co w takiej sytuacji zrobić. Może nie wykazałby się w dziedzinie podrywania, ale za to doskonale wiedział jak powinno się przesłuchiwać osoby tak, by nawet o tym nie wiedziały.
– A na odciski pomagała mi bardzo maść z żółci nietoperza i żabiego skrzeku. Jedna kropla robi cuda.
– Och, przyszło już wino. Napijesz się ze mną, moja droga? – przerwał jej słowotok, spoglądając na nią z fałszywą zalotnością.
– Raczej nie, Draco. Nie mam zbyt dobrych doświadczeń z alkoholem – wykręciła się grzecznie. Przemówiła do niego tak poważnym i trzeźwym tonem, jakby nagle odezwała się za nią zupełnie inna osoba. Ta zmiana go zaintrygowała.
– Chyba nie chcesz mi odmówić jednego kieliszeczka? – spytał z perswazją, wykrzywiając twarz w sztucznym uśmiechu. Gdy zobaczył jej zakłopotaną minę, to wiedział już, że ją miał. Alkohol ułatwi mu na pewno sprawę.
– No, jak tak mówisz, to chyba się skuszę – ustąpiła w końcu z uśmiechem.
Draco skorzystał z okazji i wlał do jej kieliszka szczodrą porcję.
– Wypijmy za moje urocze towarzystwo – powiedział, uśmiechając się niemal kpiarsko, ale Elspeth nie zauważyła niczego podejrzanego. Była zbyt zakłopotana tym miodem, którego wlewał jej do ucha. W kącikach jej ust zadrgał uśmiech połączony ze skrępowaniem.
– Przestań. Nie jestem wcale… urocza. Mężczyźni traktują mnie jak powietrze – powiedziała z przesadną skromnością.
– Ich strata. Dla mnie jesteś bardzo piękną i interesującą kobietą. Chciałbym cię chętnie poznać bliżej – kłamał bezwstydnie, a na jego twarzy nie było widać nawet cienia zmieszania. Tylko zmrużył oczy, co miało wyrażać uznanie i podziw. Dla podkreślenia swojego efektu położył rękę na jej dłoni.
– Och, Draco – westchnęła z rozmarzeniem. – Gdy zobaczyłam cię po raz pierwszy w windzie, to nie potrafiłam o tobie zapomnieć. Aż nie potrafię uwierzyć, że siedzimy tu teraz razem.
Naprawdę, ten dramat zasługiwał na sceniczne deski. Draco musiał się mocno powstrzymać przed przewróceniem oczami czy pogardliwym prychnięciem.
– Ja też nie potrafiłem zapomnieć o twoim niesamowitym uśmiechu i pięknych oczach.
Upił trochę ze swego kieliszka, jakby chciał zmyć smak tych przesłodzonych słów. Zapowiadał się długi i męczący wieczór.
Dwie butelki wina później Elspeth była już mocno wstawiona i chichotała do siebie za każdym razem, gdy Draco coś do niej mówił. Snape powiedział mu kiedyś, że na pijanym umyśle można doskonale ćwiczyć legilimencję. Dzisiaj sam się przekona czy jego zmarły chrzestny miał rację. Chyba już przyszedł czas, by przejść do właściwego etapu przesłuchania.
 – Nawet nie wiesz – powiedziała ze spoufaleniem, tuląc się do jego ramienia – jak bardzo ci zazdroszczę, Draco.
– Czego? – spytał, ukrywając z wysiłkiem znużenie.
– Jesteś niesamowicie przystojny, masz kasy jak lodu i mieszkasz w takim cudownym miejscu – wybełkotała, spoglądając na dużą posiadłość, pod którą się z nią teleportował.
– Nie wszystko jest tak, jak się na pierwszy rzut oka wydaje – powiedział z chłodem, przytrzymując ją mocniej.
Aż nie mógł uwierzyć, że kiedyś sprawiały mu takie tanie komplementy przyjemność. Jednak wtedy miał też fałszywe poczucie władzy i fałszywe poczucie statusu.
Poprowadził ją długimi, słabo oświetlonymi korytarzami.
– Nie masz żadnych portretów? – zainteresowała się niespodziewanie, wodząc pijanym wzrokiem po podejrzanie pustych ścianach. W oczach Elspeth pojawił się wyraz ostrożności.
– Wkurzały mnie – odpowiedział, wzruszając ramionami.
Zaprowadził ją do jednego ze swoich przytulnych salonów. Kazał skrzatowi rozpalić w kominku, ale ogień wygasł prawie do cna i tylko czerwone, żarzące się jeszcze węgielki rzucały słabe, tańczące cienie na kamienny monument z godłem rodzinnym.
– Rozgość się – zachęcił ją, pokazując jej wolne fotele. On sam oparł się o ścianę i czekał na wejście Granger. Nakazał skrzatowi, by dalej odgrywał swoją rolę i informował ją, że przybył. Miał tylko pominąć fakt, że znajdował się w towarzystwie.
– Co tak stoisz? – wymruczała, zbliżając się do niego. Schwyciła go za krawat i obdarzyła go głębokim pocałunkiem. Draco przyjął tę pieszczotę na chłodno. Nie odwzajemnił tego przesyconego alkoholem pocałunku, ale również nie odepchnął jej. W pewnej chwili Elspeth się od niego oderwała, ale nie z własnej woli. Poraziło ją zaklęcie petryfikujące. Kobieta zesztywniała jak deska i runęła na podłogę z wytrzeszczonymi oczami.
Draco poprawił spokojnie ubrania i spojrzał na Granger, która stała z różdżką w progu drzwi.
– Granger, Granger. Nieładnie tak atakować moich gości – powiedział z niemiłym grymasem.
– Kto to jest? – spytała, obdarzając Elspeth nieprzyjaznym wzrokiem.
– Prawdopodobny bilecik do Laboratorium X.
Hermiona weszła w głąb pomieszczenia i obeszła bezładne ciało Elspeth. W jej oczach pojawiło się coś na kształt analitycznego zainteresowania.
– Czy ona tam pracuje?
Draco usiadł na fotelu, opierając nogę w kostce na kolanie drugiej nogi.
– Fajnie by było. Dane pracowników tego laboratorium są ściśle tajne, ale ona pracuje w archiwach ministerstwa i ma dostęp do ważnych akt. Wierzę, że przy jej pomocy i nieco magii uzyskamy jakieś informacje.
– I dlaczego nie mogłeś jej gdzie indziej przesłuchać? – spytała, posyłając mu niezadowolone spojrzenie. Draco zrewanżował jej się krzywym, niewesołym uśmieszkiem. Wiedział, że nie spodoba jej się, że przyprowadził bez żadnej zapowiedzi obcą osobę, ale jakoś niezbyt go to interesowało.
– Och, zostawiam tę przyjemność tobie. Ja już się wystarczająco poświęciłem. Zapamiętaj to sobie raz na zawsze - nie jestem twoim chłopcem od brudnej roboty. Jeśli chcemy znaleźć Notta i twoją przyjaciółkę, to chciałbym, żebyś też się w to zaangażowała.
Granger już otwierała usta, by stanąć w obronie swego punktu widzenia, ale potem zmieniła zdanie. Podniosła różdżkę i przeniosła ciało zakładniczki nad jednym z foteli. Puściła na chwilę czar petryfikujący. Elspeth spadła z piskiem na fotel. Nie miała jednak czasu, by cokolwiek zrobić, bo Hermiona oplotła jej ciało już magicznymi linami.
Elspeth, która odzyskała głos, krzyczała o pomoc i wierzgała kończynami. Nic to jednak nie dało. Poczucie zdrady odcisnęło się mocno na jej twarzy.
– Jeszcze pożałujesz tego, Draco Malfoy. Nie dowiecie się ode mnie niczego!
Oboje jednak nie przejęli się tymi pustymi pogróżkami, które z taką złością wycedziła. Właściwie ją zignorowali.
– Świetnie, ale zaoszczędź mi na przyszłość takich podstępnych akcji, Draco. Dokładnie wiesz, co myślę na temat niespodzianek.
Draco nie spodziewał się, że ta nagła konfrontacja z Elspeth wyprowadzi ją tak z równowagi. Jej irytacja wydawała mu się przesadzona. Granger była elastyczna i potrafiła się dostosować do trudnej sytuacji. Inaczej nie przetrwałaby tego wszystkiego. Może miała dzisiaj po prostu kiepski humor.
– A czego się spodziewałaś? Nie na darmo trafiłem do Slytherinu.
Hermiona przewróciła oczami i odwróciła się w stronę Elspeth. Ta przestała się wierzgać. Gniew i sprzeciw łączyły się w jednym wyzywającym wyrazie twarzy. Granger nie traciła nawet czasu na pogawędki i wdarła się bez słów do jej umysłu. Tu spotkała ją jednak niemiła niespodzianka. Zaklęcie odbiło się od niej i wróciło do właścicielki, powalając ją z impetem na ziemię.
Draco podszedł do Granger i ukucnął przed nią.
– Żyjesz? – spytał, pomagając jej wstać. Nie wiedział, dlaczego uruchomił się w nim ładunek troski i przede wszystkim tkliwości. Ta nagła sytuacja go po prostu zaskoczyła.
– Założyli na jej umyśle blokadę. Bardzo ciekawe – mruknęła Granger, rozcierając bolesne ramię. Na jej ustach pojawił się ten dobrze znany zaciekawiony grymas, którego znał ze szkoły. Zwykle tak wyglądała, gdy rozwiązywała jakieś wyzywające zadanie szkolne.
– Co w tym ciekawego? – zapytał mimo wszystko.
– To skomplikowane i wymagające dużo zachodu zaklęcie, które nakłada się na dorosłego czarodzieja, by zataić bardzo ważne sprawy. – Mówiąc to, rozpoczęła nerwowy spacer po pokoju. Po paru sekundach przystanęła i dość wymownie spojrzała na niego. – Chroni jego umysł przed legilimencją, imperiusem i podobnymi czarami, które wpływają na mózg człowieka. Nie każdy to przeżywa, więc czarodzieje rzadko uciekają się to tej metody. Pracownicy ministerstwa mają wiele do ukrycia, skoro rzucają na swoich pracowników takie czary.
Draco słyszał już kiedyś o tym zaklęciu, ale do tej pory nie spotkał się jeszcze z takim czarodziejem, który posiadałby taką blokadę. Zresztą nie pracował w Oddziale Przesłuchań. Był bardziej dostarczycielem i uciekał się rzadko do ich metod.
– Już teraz wiem dlaczego zatrudniono tam taką szantrapę. A myślałem, że natrafię na łatwy łup. Jeśli taka mała pracownica ma już tak zablokowany umysł, to już nie chcę wiedzieć, co wyrabiają z mózgami naukowców w Laboratorium X.
Elspeth zareagowała bardzo nerwowo na te brutalnie szczere słowa Dracona, ale Hermiona uciszyła ją szybko zaklęciem. Zaczęła znów krążyć po pokoju. Draco widział, że się zastanawia, ocenia koszty i straty.
– Nie będzie łatwe to obejść, ale myślę, że sobie z tym poradzę.
– Wcale w to nie wątpię, Granger – stwierdził całkiem szczerze Draco.
Elspeth drgnęła. Teraz jej spojrzenie stało się dziwne. Inne i lekko wycofane. Emanowało powagą. Najwidoczniej zaczęła już kojarzyć znane nazwisko i jej twarz. Albo może przestraszyła się faktu, że ktoś potrafił cofnąć czar.
– Potrzebujesz do tego czegoś konkretnego?
– Nie. Mam wszystko, co potrzeba. Poszukam tylko odpowiedniej książki.
Granger poszła do swojego pokoju i wróciła z torbą, w której schowała wszystkie swoje książki, które przywłaszczyła sobie najwidoczniej w trakcie podróży. Kiedyś widział, jak je rozkładała i zauważył, że zaopatrzyła się w całkiem sporą kolekcję. Zapewne niczym kleptoman nie potrafiła przejść obojętnie koło leżącej książki. Dobrze, że na księgach ojca wisiało zaklęcie, które uniemożliwiało wynoszenie obcym poza teren posiadłości.
Przywołała różdżką cienką książkę z lekko nadpalonym grzbietem. Granger odnalazła konkretną stronę i studiowała treść przez chwilę w milczeniu. Draco obserwował ją uważnie. Przyglądał się jej dłoniom, które od jakiegoś czasu nie wydawały mu się takie zniszczone, jak przedtem, jej brązowym włosom, które zyskały dawną objętość i blask, przemykającym przez twarz grymasom, które nie były już takie wrogie i odpychające, jak kiedyś. Zanotował w nich determinację, skrytość i inteligencję.
– Dobrze, spróbuję, ale nie przeszkadzaj mi teraz – ostrzegła go po chwili milczenia. – Potrzebuję przez chwilę absolutnego spokoju.
Po tych słowach podeszła jeszcze raz do zawiązanej Elspeth i przyłożyła różdżkę do jej skroni. Zerkała na książkę i zaczęła szeptać jakąś formułkę po łacinie. Elspeth zaczęła drżeć na całym ciele. Drgawki stały się takie intensywne, że aż fotel drżał razem z nią. Wszystko to jednak ustało, gdy skończyła.
– Spróbuję się teraz dostać do jej wspomnień.
Granger grzebała całkiem długo w jej myślach. By ułatwić sobie odnalezienie z tego całego bałaganu konkretne wspomnienia, to szeptała jej czasami do ucha takie hasła, jak: archiwa, ministerstwo, Laboratorium X, Teodor Nott, huldra, Eden.
Draco czekał cierpliwie do końca przesłuchania. Był naprawdę ciekawy, ile zdoła z tej idiotki wycisnąć. Jej kamienna mina nie zdradzała mu na chwilę niczego konkretnego.
– Ta kobieta nie za bardzo interesuje się sprawą tego laboratorium. Akta, które w ministerstwie przechowują są zaplombowane specjalnymi zaklęciami i tylko upoważnieni mają do nich dostęp.
Draco czuł niedosyt. Niedosyt informacji. Oczekiwał czegoś bardziej konkretnego, czegoś, co pomogłoby im zdobyć więcej informacji o tym tajnym laboratorium.
– I to wszystko? – załamał z nerwami dłonie.
Granger nie odpowiedziała, ale sprawiała wrażenie, jakby o czymś mu jeszcze nie powiedziała. O czymś ważnym.
– I to wszystko? – powtórzył z naciskiem.
– Zauważyłam pewną niepokojącą sprawę. Jest jedna rzecz, którą się ta kobieta bardzo interesuje – powiedziała powoli, zerkając na Elspeth, która zaczęła teraz jakby panikować. Jej wzrok zrobił się błagalny i kręciła energicznie głową, jakby chciała zapobiec, by informacja wyszła na zewnątrz.
– No mów. Czego się dowiedziałaś? – odezwał się w końcu zniecierpliwiony Draco.
– Słyszałeś kiedyś o projekcie 323?
– Co? – spytał zdezorientowany. – Nie wiem nic o żadnych projektach.

Hermiona chyba nie wyczytała z jego twarzy nic, co mogłoby zbudzić jej wątpliwości, bo po chwili kontynuowała:
– W myślach tej kobiety przewija się ciągle to hasło. Trochę mnie ta sprawa zaintrygowała, więc spróbowałam wycisnąć z niej coś więcej.
Granger znów zamilkła, przygryzając w napięciu wargi.
– Czy muszę wyciągnąć z ciebie każde słowo oddzielnie, Granger? – warknął, biorąc dwa kroki w jej stronę. Elspeth zaczynała się coraz gwałtowniej wiercić.
– Jest to bardzo tajny projekt rządowy, którego celem jest… masowa eksterminacja ludności mugolskiej na terenie całej europy. Jednak to nie ma nic wspólnego z metodycznym zabijaniem ludzi w Wielkiej Brytanii. Jeszcze ciągle nad tym pracują, ale chcą przy pomocy specjalnie magicznych fal doprowadzić mugoli do tego, by zabijali się nawzajem. W ten sposób nie tylko zdziesiątkują ich liczbę, ale również zniszczą ich zorganizowany świat.
Draco przerobił jej słowa przez chwilę w milczeniu, ale na końcu przyszła mu tylko jedna myśl do głowy, która wypowiedział też na głos:
– Co za absurd. Ta wariatka naczytała się za dużo teorii spiskowych.
– Elspeth widziała wyniki pierwszych testów, które wykonywali na małej grupce mugoli i te fale rzeczywiście działają. Możemy się spodziewać kolejnej orgii mordów, jak dopną swego.
Granger cofnęła na moment czar, który uciszył Elspeth.
– Czy to prawda?
Elspeth posłała jej sardoniczny uśmiech.
Dla głupich i słabych miejsca u nas nie będzie. Zapanuje prawdziwe życie, więc muszą umrzeć wszyscy bezużyteczni, uciążliwi i szkodliwi. Tak. Muszą umrzeć. I sami powinni chcieć śmierci. To w końcu nielojalne z ich strony, żyć dalej i psuć naszą rasę…
Granger straciła cierpliwość, bo znów uciszyła ją czarami. Draco uznał ten temat za zakończony. Zewsząd bombardowano go samymi strasznymi wiadomościami, że te apokaliptyczne nie miały na niego już tak ogromnego wpływu.
– Granger, chyba odbiegamy od tematu. Czy już zapomniałaś na czym mieliśmy się skupić?
Hermiona potrzebowała trochę czasu, by uporządkować sobie w głowie to, czego się dowiedziała. Wprost wyczuwał jak bystry umysł Hermiony próbował pojąć problem, analizując go pod różnymi kątami.
– Ta kobieta nie wie nic o Eden, a o nazwisku Notta jeszcze nigdy nie słyszała.
– Nie da się jej wykorzystać w ministerstwie?
– Mogłabym rzucić na nią imperiusa, ale sam wiesz, że to bez sensu.
Z tym miała niestety rację. Przed wejściem wstawili magiczną bramkę, która neutralizowała takie zaklęcia z marszu. Voldemort znał te wszystkie sztuczki od kuchni i dlatego sam się przed nimi zabezpieczył.
Granger wyczyściła Elspeth pamięć z ostatnich godzin i dzięki imperiusowi pokierowała ją do domu, w którym miała siedzieć do następnego dnia, a potem pójść tak jak zawsze do pracy.
Kiedy Elspeth wyszła, to zapadła długa cisza.
– To wszystko jest bez sensu – odezwał się w końcu Draco, siadając ciężko na kanapie. Znów trafili na jakąś ślepą uliczkę i on miał już tego wszystkiego serdecznie dość.
Granger zebrała w ciszy książki z powrotem do torby. Po pewnej chwili całkowitej ciszy zaniosła się pustym, smutnym śmiechem. Draco popatrzył w jej przygnębione brązowe oczy, które sprawiały wrażenie starszych niż reszta ciała. Nie wiedział dlaczego, ale zaczynał odczuwać przerażenie, wręcz panikę, jakby wkrótce nieuchronnie miało się wydarzyć coś złego, mimo że nie miał pojęcia co.
– Czego rżysz? – burknął ze zmarszczonymi brwiami.
Granger przestała się już śmiać. Usiadła obok niego i położyła sobie torbę na kolanach.
– Nic. Po prostu chciałabym czasami wiedzieć tyle co Eden. W nieświadomości faktycznie żyje się łatwiej.
Draco była zdziwiony tym nagłym filozofowaniem. Czyżby to wszystko było już dla niej za wiele?
– O ile się w tej nieświadomości w ogóle przeżyje – mruknął z pesymistycznym przekonaniem.
Nie chciał jej dodatkowo dołować, ale tkwienie z głową w chmurach jeszcze nikogo daleko nie zaprowadziło. Nie w tej rzeczywistości.
Draco, musimy ją jak najszybciej znaleźć. Wokół dzieje się coś potwornego i demonicznego.
Draco zbył jej obawy lekceważącym machnięciem ręki. Osobiście podejrzewał, że ta huldra już dawno nie żyje. Minęło już tyle czasu i taka istota pozostawiłaby po sobie jakiś ślad.
– Obejrzałaś wspomnienia? – zmienił szybko temat, zerkając szybko na małą myślodwienię, którą na tę okazję specjalnie załatwił. Chciał się już od dawna postarać o nową i ostatnio nadarzyła się rzadka okazja do zakupu.
– Tak – powiedziała ostrożnie. – Chcesz wiedzieć, co zrobiłabym na twoim miejscu?
– Nie muszę, bo wiem, że zdecydowałabyś się na zemstę.
Ku jego zaskoczeniu dziewczyna pokręciła głową.
Uwierz mi. Wyrąbałabym jedną godziną z niego życie. Jednak informacje ze wspomnień nie mówią wiele. Wskazują tylko ewentualną drogę… dosyć ryzykowną drogę.
– A co z Potterem? Myślisz, że on jeszcze żyje?
Granger uciekła wzrokiem w stronę okna. Teraz sprawiała wrażenie, jakby była gdzieś daleko.
– Kiedyś miałam taką nadzieję, ale co to byłoby za życie. Bycie biernym świadkiem tych okrucieństw? – Hermiona pokręciła głową. – Nie… mam nadzieję, że nie żyje.


Zegarek z dewizką. Ten na pozór niegroźny przedmiot przeniósł ich na teren Wielkiej Brytanii. Oczywiście nie był to zwykły świstoklik, którego można było stworzyć samemu. Gabrielle nie wiedziała jakich skomplikowanych czarów używali, ale to była ostatnia rzecz, o której obecnie myślała.
Świstoklik przeniósł ich do jakiegoś małego nadmorskiego miasteczka, które składało się z kilku drewnianych chałup. Zaraz na miejscu otoczył ich cały sztab uzbrojonych po zęby czarodziei. Chyba nawet mysz nie wydostałaby się z tego miejsca niezauważalnie. Raptownie znalazła się w warunkach, w jakich nigdy nie była. I to był świat, w którym mieszkała jej siostra? Świat, do którego pragnęła się dostać? W najśmielszych marzeniach nie oczekiwała tak szybkiego spełnienia modłów, ani też nie spodziewała się, że tak okropną postać przyjmie to spełnienie.
Przygraniczni strażnicy zrewidowali ich bardzo dokładnie i nawet na chwilę nie spuszczali z nich szacującego wzroku myśliwego, który oceniał upolowany łup. Jej serce zatańczyło obłędnie w piersi, gdy strażnik przeszukiwał ją niezwykle wolno i odetchnęła niemal z ulgą, kiedy się wreszcie zostawił ją w spokoju.
Ci, którzy ich tu przyprowadzili, rozmawiali w najlepsze z pozostałymi strażnikami. Przerażenie czyniło ją praktycznie głuchą na jakiekolwiek słowa, więc nie wiedziała o czym tak naprawdę gadali. Musieli się jednak ze sobą dobrze dogadywać, bo wybuchali co jakiś czas szyderczym śmiechem i zerkali w jej stronę. Ich dobry nastrój nie udzielał się jednak im. Wręcz przeciwnie.
W pewnej chwili jeden z nich podszedł centralnie w jej stronę. Obezwładniające przerażenie szarpnęło ją za gardło, gdy schwycił ją za ramię. Nie odsunęła się, nawet nie drgnęła. Jakby czekała na to, co nieuchronne.
Mężczyzna był na tyle stary, że mógłby być jej ojcem. Mocno wyłysiał, a ocalałe resztki włosów były już siwe. Jego pucołowata twarz znamionowała okrucieństwo i żądzę dominacji. Gabrielle nie miała żadnych wątpliwości, że ten mężczyzna był śmierciożercą do szpiku kości: od klap kurtki mundurowej po najgłębsze zakamarki duszy.
– Nie dotykaj jej! – doszedł do niej krzyk Erniego.
Jednak ta próba obronienia jej przysporzyła mu tylko więcej bólu fizycznego. Czarodziej, który był nią zainteresowany zdzielił go potężną pięścią w twarz. Ernie skrzywił się z bólu i po kolejnym ciosie upadł na ubłoconą ziemię. Z diabelskim uśmiechem mężczyzna kopnął go w brzuch, a potem z wyrazem okrucieństwa na twarzy złamał mu nos obcasem buta. Wszystko to robił przy akompaniamencie śmiechu i kpin. Kiedy sadysta już nasycił swój głód w zadawaniu cierpienia, zwrócił znów na nią uwagę.
– Chodź, maleńka. Nie mamy wiele czasu.
Nie użył rozkazującego tonu, przemówił z niemal mdłą łagodnością. Takim tonem mógłby wołać ulubionego psa albo zachęcać dziecko, by podeszło do nieznajomego. Gabrielle rzuciła przerażone spojrzenie w stronę Erniego, który próbował ją obronić. Czy ona skończy w taki sam sposób?
Z głową pełną zgrozy ruszyła lunatycznie przed przysadzistym czarodziejem. Czuła każdym fragmentem ciała jego wzrok, skradający się po jej spiętych, wyprostowanych odruchowo plecach i utrzymujący dłużej w okolicach jej karku. Zimne ciarki przebiegały jej po grzbiecie. Dolna szczęka zaczęła jej się trząść tak bardzo, że musiała mocno zacisnąć zęby, żeby opanować drżenie.
Zaprowadził ją do jednego z pobliskich chatek i przepuścił ją w drzwiach. Weszła do środka i zaczęła przesuwać wzrokiem pomieszczenie wzdłuż ścian, rozglądając się uważnie, jakby spodziewała się znaleźć coś, co pomoże jej w ucieczce. Jednak spartańskie pomieszczenie było wyposażone tylko w podstawowe meble. Czuła się potwornie odsłonięta, stojąc tak sama przed nim, bez broni. Zagryzła mocno usta, próbując bólem przezwyciężyć panikę i histeryczną ochotę wybuchnięcia płaczem. Aby optymalnie działać, musiała się uspokoić.
Nie było to jednak łatwe w obecności tego dziada. Jego czarne oczy wbiły się w nią łakomie. Miała ochotę wymierzyć policzek w to odpychające uśmiechnięte oblicze.
Zamknęła oczy i przycisnęła dłonie do ust, a tysiące chaotycznych i przerażających myśli przetaczały się przez jej głowę. W następnych paru minutach miały się ważyć jej przyszłe losy, a ona miała kompletną pustkę w głowie. Po raz pierwszy w życiu czuła się tak często pozbawiona woli. Co mogła zrobić poza czekaniem na najgorsze?
Mężczyzna zachichotał dziwacznie, widząc jej przerażenie. Podszedł do niej kilka kroków. Gabrielle szybko cofnęła się od niego, jakby właśnie skaziła się czymś obrzydliwym.
– No, maleńka. Zdejmuj spodnie. Nie mamy zbyt wiele czasu – powiedział zwodniczo łagodnym głosem.
Widziała w półmroku różdżkę, która obracała się złowrogo w jego palcach. Zamknęła jeszcze raz oczy, wyrównała urywany oddech. Teraz była na jego niełasce, a nowa sytuacja wymagała nowej taktyki. Tylko spełniając jego oczekiwania - a przynajmniej udając, że to robi - mogła dojść do czegokolwiek. Jednak jakie jej opcje zostały? Odwrócić jego uwagę i w odpowiednim momencie zdzielić go czymś ciężkim? Czy miała w ogóle tyle siły, by pozbawić kogoś przytomności? Mimo tego musiała wykorzystać swoją przewagę wynikającą z zaskoczenia. Wróg miał ją za słabą dziewczynkę, ale ona nie była zwykłą bezbronną czarownicą. W jej żyłach płynęła krew willi. Miała w sobie takie same moce co Fleur! Kiedy siostra była w jej wieku, to potrafiła je wykorzystywać. Gabrielle też mogła spróbować. Musiała być jednak absolutnie spokojna i skupiona. Do tego zdecydowała podejść do niego bliżej.
– Strasznie tu zimno, proszę pana – wychrypiała, naśladując czarujący głos siostry.
– Zaraz cię rozgrzeję, moja droga – zapewnił ją z złym uśmieszkiem. Wyszczerzył zęby, będące niegdyś w lepszym stanie. Gabrielle podeszła do niego bliżej, nie przerywając kontaktu wzrokowego.
– Nie wątpię w to. Ma pan takie duże ramiona, w których mogłabym się skryć – kontynuowała, zduszając w sobie obrzydzenie.
– Naprawdę? – powiedział trochę sennym głosem.
– No i takie miękkie usta, które rozgrzewałby mnie od środka – powtórzyła usłyszany tekst od jednej z kuzynek.
Było trudno nie mrugnąć, ale czar zaczął działać. Oczy miał szeroko otwarte, jednak wpatrywał się na nią bez żadnego wyrazu jak szklane oczy wypchanego zwierzęcia. Jeszcze tylko kilka kroków i zdobędzie jego różdżkę. Kończyły jej się jednak werbalne komplementy.
– I taki męski głos, w który mogłabym się wsłuchiwać godzinami – kontynuowała tym samym hipnotyzującym głosem, wyciągając rękę w kierunku różdżki. Próbowała ją wyciągnąć, ale za bardzo zaciskał na niej palce. – I… i… takie miękkie dłonie.
– Tak? A skąd wiesz? – zapytał nieobecnym tonem.
To nagłe pytanie zbiło ją z tropu i chyba na chwilkę straciła z nim kontakt wzrokowy. To wystarczyło, by czarodziej się ocknął. Gabrielle nie czekała jednak aż się zorientuje, co kombinowała. Wyrwała mu ostrym szarpnięciem różdżkę i strzeliła w niego pierwszym zaklęciem, które przyszło jej do głowy.
Drętwota!
Uderzenie w przeciwnika z bliskiej odległości spowodował tak duży odrzut, że Gabrielle upadła na plecy. Kiedy tylko świat przestał szaleńczo wirować wokół niej, zerwała się z ziemi, zmuszając ciało do posłuszeństwa. Jej przeciwnik musiał się uderzyć o regał, bo osunął się bezwładnie na podłogę, tak jakby ktoś wyciągnął mu wtyczkę. Przez jedną nieznośną chwilę myślała, że nie żył, ale kiedy usłyszała jego jęk, to szybko go spetryfikowała. Różdżka była jakaś dziwna w użytku, ale działała bez zarzutu.
Przez chwilę nie mogła wprost uwierzyć, że udało jej się obezwładnić dorosłego czarodzieja. Stała nieruchomo i obserwowała w napięciu jego sztywne ciało. Choć nie była to perfekcyjna hipnoza, to jednak jej się udało. Z pewnością jego niezdrowa żądza ułatwiła jej zadanie, ale teraz nie miała czasu się zastanawiać nad tym co się stało. Nie była w tym miejscu ani bezpieczna, ani wolna. Musiała jak najszybciej stąd uciec, ale nie bez Erniego. Jednak jeśli nadal przebywał na placu, to uratowanie go będzie graniczyło się z cudem. Siłą na pewno go stamtąd nie wydostanie.
Gabrielle rozejrzała się jeszcze raz po pomieszczeniu, by odszukać coś pożytecznego, co pomogłoby jej w ucieczce. W szafce znalazła różne flakoniki z eliksirami. Wcisnęła je szybko do kieszeni. Podczas przeszukania domku myślała gorączkowo nad planem, w którym mogłaby odwrócić uwagę pozostałych śmierciożerców od Erniego. Wyjrzała dyskretnie przez okna i rozejrzała się dokładnie po terenie. Od placu, w którym trzymali Erniego, dzieliły ich całe rzędy takich samych drewnianych domków. Po drugiej stronie znajdowała się plaża, a po bokach łąki. Po drugiej stronie domków dostrzegła nawet las, który dawał przynajmniej jakieś schronienie do momentu, w którym będą mogli się teleportować.
Kiedy zaplanowała już drogę ucieczki, to zastanowiła się nad sposobem odwrócenia uwagi. Widok lampy naftowej, która wisiała na gwoździu sprawił, że wpadła na plan. Otworzyła ostrożnie drzwi wyjściowe i kiedy zorientowała się, że nikt się w pobliżu nie kręcił, to przystąpiła do realizacji swojego planu.
Gabrielle wyszła z domku pochylając się nisko i rzuciła kule ognia w pobliskie domostwa. Widocznie ktoś nałożył bardzo niedbale antypożarowe zaklęcia. Dziewczyna nie musiała długo czekać na reakcję. Duszący dym i krwawy blask pożaru wkrótce dotarł do patrolujących czarodziei. Ogień rozprzestrzenił się mimo chłodnej pogody w mgnieniu oka, a śmierciożercy zamienili się w stado spanikowanych mrówek. Dziewczyna skradła się jak najbliżej placu. Ernie miał z tyłu związane ręce i siedział oparty ogrodzenie. Pilnowało go dwóch opryszków, którzy nie sprawiali wrażenie rozgarniętych. Gabrielle miała kilka sekund przewagi. Gęsty dym i chaos działał na jej korzyść, ale miała tylko jedną szansę.
Nabuzowane adrenaliną serce łomotało jej o żebra, ale ta sama adrenalina sprawiała, że czuła się silna, lekka, szybka. Wnętrze dłoni i drewno różdżki zrobiły się śliskie od potu. Tuż przed wkroczeniem do akcji, nagły strach kazał jej zrobić przerwę. Serce waliło tak mocno, że całe jej ciało dygotało, a różdżka skakała w drżącej dłoni. Miała ochotę tchórzliwie opuścić to miejsce, lecz zmusiła się, by pozostać. Ernie jej potrzebował, a ona jego.
Rozpaczliwym zrywem rzuciła się w jego stronę. Oszałamiające zaklęcia, które trafiły dwóch czarodziei bezbłędnie, były też niepokojąco skuteczne. Pozbawiły ich obu szybko przytomności. Gabrielle nie zastanawiając się na ten temat zbyt wiele, pobiegła do skołowanego Erniego i szarpnęła go mocno. Gryzący dym stał się gęściejszy i rozszalały ogień odcinał ich coraz bardziej od drogi ucieczki. Wszędzie zapanowało takie gorąco, jakby ktoś otworzył bramy piekła.
– Szybko, wstawaj! Musimy uciekać – ostrzegała go, pozbywając lin z jego nadgarstków.
Szansa ucieczki szybko go zmobilizowała. Zasłaniając się uniesionym ramieniem, wbiegli na oślep w obszar pożaru. Ogień szalejący dookoła nich dusił, piekł i zasnuł welonem dymu zarys lasu i zniekształcał drogę przed nimi. Śmierciożercy byli tak zajęci gaszeniem ognia, że nawet nie zwracali na nich uwagi.
W końcu udało im się dotrzeć do lasu. Biegli przed siebie we mgle, ślizgając się i potykając na mokrych kamieniach, jak gdyby ścigali ich wszystkie demony piekieł.
– Możesz się teleportować? – krzyknęła, oglądając się za ramię.
– Nie! Rzucili na mnie jakieś zaklęcie – odkrzyknął, wybuchając po tym suchym kaszlem.
Miejsce adrenalinowej gorączki zajął nerwowo przyśpieszony oddech, nasilające się dreszcze i przemożna chęć znalezienia się gdzie indziej. Nie było dobrze. Gabrielle mogła się założyć, że za niedługi czas ruszą w pościg. I jeśli ich znajdą, to nie wyjdą z tego już żywi. Spaliła ich cholerną bazę graniczną i zaatakowała trzech dorosłych śmierciożerców.
Na szczęście Ernie wiedział już co zrobić. Wziął od niej różdżkę i wystrzelił z niej wielki ogień. Dzięki magii nawet mokre drzewa zaczęły się szybko palić, odcinając ich od bazy.
– To powinno ich zatrzymać! – krzyknął, wznawiając bieg.
Biegli tak długo aż poczuła ból w boku. Chciała przystanąć, by choć na chwilę nabrać sił, ale wiedziała, że jeśli chciała ujść z życiem, musiała dotrzymać kroku Erniemu. Po raz setny oglądała się chyba przez ramię i patrzyła jak blask płomieni słabnie w miarę jak zagłębiają się w gęstwinie.
– Wytrzymaj jeszcze trochę.
Ernie widział, że z trudem łapała powietrze i zaczynała się już słaniać na nogach. Zwolnił odrobinę, łapiąc ją za ramię. Spróbował jeszcze raz teleportacją i w końcu im się udało. Przenieśli się do kilku różnych miejsc, nim Ernie uznał, że byli bezpieczni.
Gabrielle upadła z wycieńczenia na ziemię i rozpłakała się z ulgi. Nie miała nawet pojęcia gdzie się znajdowała, ale cieszyła się, że wyszła z tego koszmaru cało. Ernie przeniósł ją nad jakieś jezioro. W tej części kraju z nisko zawieszonych chmur prószył gęsty śnieg.
– Jesteśmy w hrabstwie Kumbria, niedaleko Celator Moor – wyjaśnił jej Ernie, opierając ręce na kolanach i łapiąc powietrze urywanymi haustami. – Moja babcia często mnie tu zabierała, bym mógł ćwiczyć latanie na miotle.
Gabrielle potrzebowała dużo czasu, by wyrównać oddech i uciszyć rozszalałe serce. Dopiero teraz dotarło do niej tak naprawdę gdzie się znajdowała i jak bardzo zwiększyły się jej szanse na znalezienie siostry.
– Zrobiłaś to celowo – odezwał się z wyrzutem Ernie.
– Co?
– Ty chciałaś tu trafić i wykorzystałaś po prostu okazję.
W pewnym momencie kiwnął głową, jakby chciał pokreślić własną prawdomówność.
Gabrielle chciała impulsywnie zaprzeczyć, ale nie potrafiła w tej sytuacji kłamać.
– To moja siostra, Ernie. Ja musiałam… – Jej głos załamał się przy trzecim słowie.
– Mogliśmy zginąć!
Nigdy nie odzywał się do niej takim tonem, nigdy nie obnażył takich pokładów gniewu i goryczy. Patrzył się na nią, jakby była najgłupszym stworzeniem na ziemi.
Już nic nam nie zrobią. Jesteśmy bezpieczni – powiedziała na głos, dodając sobie nieco odwagi. Ernie nie wydawał się być przekonany.
– I myślisz, że nie ma tam innych złych ludzi? – spytał się takim tonem, jakby zwracał się do upośledzonego umysłowo albo głupiutkiego dziecka. – Czy ty wiesz czym są tak naprawdę śmierciożercy i do jakich potwornych, szokujących i bezwzględnych rzeczy są zdolni? Są plądrowaniem wiosek, puszczaniem z dymem domów i niszczeniem wszystkiego, czego spalić się nie da! To oni tutaj rządzą i sprawują kontrolę nad łzami, tragediami i śmiercią.
– Przestań dramatyzować i udawać, że wiesz co się tu dzieje – wykrzyczała ze złością. Do jej podrażnionego dymem gardła zaczęło dobijać ponownie łkanie. Miała wrażenie, że śni jej się jakiś koszmar, i nie wiedziała, jak się z niego obudzić. Ernie jednak nie skończył. Chciał jej jak najszerzej otworzyć oczy na rzeczywistość.
– Gabrielle, to nie jest świat ufności i szczęścia. Mamy do czynienia z światem odwróconych wartości, nie ma tu litości, nadziei i bezpieczeństwa. Jest to świat umierających ludzi pogrążonych bardzo często w rozpaczy, nienawiści i podłości. Plugawy świat, w którym panuje chory system totalitarny, w którym władza nie ma żadnych skrupułów, w którym ludzie traktowani są gorzej niż najgorsze ścierwa: pozbawieni wszelkich praw i wolności, stają się narzędziem pracy. Nie powinnaś go nawet oglądać z daleka.
Milczenie przeciągnęło się tak bardzo, że stało się złowieszcze. Gabrielle wydała zrezygnowane westchnienie. Ernie musiał przesadzić. Nie była w stanie wyobrazić sobie życia w obłąkanym świecie, gdzie natknąć się można na każdy rodzaj horroru, jaki potrafi stworzyć ludzka wyobraźnia.
– Może masz rację, ale to mnie nie powstrzyma przed szukaniem Fleur. Ona… też tkwi w tym koszmarze.
– Musimy znaleźć jakieś bezpieczne miejsce – westchnął nieszczęsny i opuścił barki, jakby wgniatał go ciężar zmartwień. – Z pewnością będą nas szukać. Nie przydasz się siostrze, jeśli będziesz jej na ślepo szukać. Staniesz się tylko kolejną, niepotrzebną ofiarą tej wojny.
Gabrielle kiwnęła powoli głową i spojrzała na ciemnoszare niebo. Zmrożone płatki śniegu cięły odsłoniętą skórę twarzy niczym cieniutkie odłamki szkła. W miarę jak adrenalina w niej opadła, uświadomiła sobie jak bardzo było jej zimno.
– Nic ci nie zrobił? – spytał Ernie, niespodziewanie łagodząc ton głosu.
Gabrielle spojrzała na niego z ukosa i pokręciła głową. Na myśl o tym do czego o mały włos nie doszło, oblewał ją pot obrzydzenia. W przypływie impulsu podeszła do niego i przytuliła policzek do jego piersi, rozbrajając go tym prostym, pełnym zaufania gestem. Zapragnęła trwać w bezruchu, w ciszy, która ich otaczała.
– Udało mi się go zahipnotyzować i zabrałam mu różdżkę.
Ernie uniósł w zdziwieniu brwi. Gabrielle uśmiechnęła się na widok błysku ulgi w jego oczach, czując, jak natychmiast robi jej się odrobinę lżej na sercu.
– Naprawdę? Uaktywniłaś swoje moce?
Odsunęła się od niego i posłała mu lekki uśmiech.
– I by cię uratować wywołałam to zamieszanie.
– To zadziwiające jak udało ci się wyprowadzić takich czujnych czarodziei w pole. Muszę ci mimo wszystko podziękować.
Gabrielle machnęła tylko ręką. Nagle przypomniało się też o fiolkach eliksirów, które zabrała przed wyjściem. Ernie przyjrzał im się w milczeniu i włożył je do kieszeni płaszcza.
– Wszystko nam się od teraz przyda.

Wendeta 30.

24 komentarze:

  1. Tęskniłam za tą historią. Szczególnie za tym, z jaką brutalnością wprowadzasz nas w ten świat. Niełatwo się o tym czyta, ale to wszystko jest w taki genialny sposób opisane, że czytelnik może tylko czytać dalej i dalej. Idealnie operujesz słowem, a ja czuję się psychicznie wykończona - chyba to dobrze, że rozdziały pokazują się w dość dużych odstępach, bo można w tym czasie całkowicie odtajeć od tego okrucieństwa. Biję pokłony przed Twoim piórem - nie wiem, jak Ty to robisz, że to wszystko nie wygląda na jakiś jeden wielki infantylny żart. To wszystko wydaje się być tak do bólu realne, że... Tak, jestem totalnie rozstrojona i nie do końca wiem co pisać. W każdym razie pisz i wracaj do nas, bo chcę w końcu przeczytać, jak ktoś skopie tyłek Voldkowi i całemu temu popieprzonemu światu - on nie może istnieć, po prostu nie ma prawa.

    Pozdrawiam,
    C.

    OdpowiedzUsuń
  2. Przeczytane. Szczegółowy jak się spotkamy ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Fantastyczny rozdział. Nie mogę doczekać się więcej =)

    OdpowiedzUsuń
  4. Hej rodział po prostu aż nieprzyzwoicie dobry
    Nie mam się czego uczepić
    Nawet nie wiesz jak się ciesze ze wróciłaś wchodziłam to dzień w dzień i nie traciłam nadziei jak widać nie zawsze nadzieja matką głupich

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie próżnowałam przez te miesiące i nie przerywałam pisania :)

      Usuń
  5. Wchodziłam niemal codziennie, z utęsknieniem czekając na kolejny rozdział, aż w końcu się doczekałam. Nie wiem, co było powodem Twojej długiej nieobecności, ale cieszę się że wróciłaś. Rozdział jak zwykle świetny, pełen dynamizmu i napięcia, ale z racji tego, że tak dawno nie było nic nowego, nie będę się czepiać strony estetycznej i drobnych błędów fleksyjnych. Nawiasem mówiąc na chwilę obecną wątkiem, który najbardziej mnie interesuje, jest poszukiwanie Fleur przez Gabrielle i Erniego. Nie wiem, czy to był Twój celowy zabieg, czy może zwykły przypadek, ale wyszedł z tego całkiem niezły, zgrany duet (a może nawet coś więcej? :). Dwie tak różne osobowości, z różnym bagażem doświadczeń i podejściem do życia, a jednak grające w tej samej drużynie i dążące do tego samego. Mam nadzieję, że rozwiniesz ten wątek w dalszych rozdziałach i poświęcisz mu nie mniej miejsca. Pozdrawiam i życzę weny :)
    black_eye

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie wiem czy to wina tego że tak długo cie nie było czy po prostu straciłaś talent, rozdział nie należy do najlepszych, jest nudny, momentami przewidywalny. Wprowadzenie tylu nowych elementów sprawia że historia jest nieco naciągana. Osobiście czekając tyle czasu na kolejny rozdział myślałam że będzie wyjątkowo dobry. Jednak na tle poprzednich prezentuje się słabo. Rozdział jest prawie że niskiego lotu, bez charakteru. Oczywiście życzę weny i lepszych pomysłów z czym do tej pory nie miałaś problemu

    OdpowiedzUsuń
  7. A jednak sie doczekalam :) bardzo sie ciesze, bo o ile inne przerwane historie umialam sobie dokonczyc po swojemu, to tutaj nawet bym nie zaczynala. Dobrze, ze wrocilas, bardzo dobrze.

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie mogłam się doczekać, co do dalszych losów Draco i Hermiony to był taki rozdział przejściowy, za daleko ich losy się nie posunęły, wprowadzenie planow podboju Europy niczym Hitler z Cyklonem B nie bylo niczym tak zaskakującym i tragicznym, choć nie powiem, pokazuje że czasu na pokonanie złej strony zostało coraz mniej. Co do losów Gabrielle to strasznie jest głupia ze sama chciała wpakować się w to bagno. I to jeszcze nie sama. Wiem ze nie wiedziała dokładnie jak to wygląda ale można się było domyślić ze dobrze się tam nie dzieje. No ale skoro już się znalazła za ta barierą to już będzie musiała walczyć o przetrwanie. Nie mogę się doczekać następnego rozdziału i życzę dużo weny :-)

    OdpowiedzUsuń
  9. No nareszcie😊 nie mogłam się doczekać. Świetny rozdział i czekam na więcej. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  10. Czemu tyle czasu zabierałam sie za przeczytanie tego rozdziału to ja nie wiem... Po pierwsze bardzo, ale to bardzo tęskniłam i cieszę sie, że już jesteś! <3 Rodział świetny, ale czuję niedosy. Do takiego stopnia stęskniłam sie za Dramione samym w sobie, że było mi bardzo przykro, że nie doczekałam się na końcu jeszcze jakiegoś drobnego kawałka. No ale przez to czekam jeszcze bardziej na coś więcej. Niewygodnie mi pisac więcej na telefonie, więc melduje przeczytanie i zadowolenie! Do następnego! :3

    OdpowiedzUsuń
  11. Super historia nie mogę się doczekać następnego rozdziału

    OdpowiedzUsuń
  12. No witaj!
    Jak miło, że ta historia trwa nadal, tęskniłam za Twoimi rozdziałami :)
    Już nie mogę doczekać się dalszej części, robi się coraz ciekawiej. Znowu mnie zaskoczyłaś, zawsze to robisz.
    Czekam na kolejne rozdziały.

    Pozdrawiam, Domi

    OdpowiedzUsuń
  13. Hej!
    Jeny, pamiętam jak czytałam Wendetę rok temu, ostatnio mi się przypominało o tym blogu i jednym tchem przeczytałam od początku wszystko i przysięgam, że jeśli znowu trzeba będzie czekać tak długo na rozdział to nie wytrzymam psychicznie.

    OdpowiedzUsuń
  14. Jak ja się cieszę że wróciłaś :D tak długo Cię nie było że aż straciłam nadzieję i sama przestałam wchodzić, ale dzisiaj tak on niechcenia weszłam i taki szok "jest nowy rozdział" ;o
    Nie wiem czemu nie było Cię tak długo, ale mam nadzieję że nie będziesz kazała nam znowu tak długo na siebie czekać ^^
    Pozdrawiam i czekam z niecierpliwością ;*

    OdpowiedzUsuń
  15. Poczekamy ile trzeba:) ja bym tylko prosiła o jakieś znaki, że coś dalej będzie... np. Jakaś notka raz na jakiś czas?
    A opowiadanie oczywiście jedno z najlepszych:)
    Pozdrawiam Pani Black

    OdpowiedzUsuń
  16. Poczekamy ile trzeba:) ja bym tylko prosiła o jakieś znaki, że coś dalej będzie... np. Jakaś notka raz na jakiś czas?
    A opowiadanie oczywiście jedno z najlepszych:)
    Pozdrawiam Pani Black

    OdpowiedzUsuń
  17. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za pisanie swojego bloga :) Coś mi przerwało
      we-are-lost.blogspot.com

      Usuń
  18. Czy można skontaktować się z autorką bloga drogą mailową?

    OdpowiedzUsuń
  19. Hej :) przepraszam za spam, ale jeżeli interesuje cię tematyka Drarry, to zapraszam na mojego bloga, dopiero zaczynam :)
    https://drarry-unreachable.blogspot.com/
    miłego dnia!♥

    OdpowiedzUsuń
  20. Hej! Czy jest szansa, że powrócisz do tego opowiadania? Nie chcę wyjść na niecierpliwą ale to opowiadanie jest zbyt dobre, żebym mogła zrezygnować z tego pytania :) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  21. Dzień dobry!

    Opowiadanie: Kto pierwszy powie "kocham" - przegrywa zostało poprawione i znów wkracza w świat blogosfery!

    Krótki opis: Historia oczami Dracona Malfoya; bogata w liczne komentarze i sarkastyczne uwagi dotyczące nie tylko Hermiony Granger, ale również problemów dojrzewania i odkrywania w sobie nieznanych do tej pory uczuć. Opowieść o za szybkim dorastaniu, braniu odpowiedzialności za własne czyny i walce z Szakalem, czarnoksiężnikiem, którego wpływy przedarły się nawet przez bramy Hogwartu.

    Zapraszam na www.melodie-duszy.blogspot.com

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń